Burak polskim ambasadorem cz. II

Buraki i bimber

Kiedy Ałaszewscy rozpoczęli remont zrujnowanego budynku, sąsiedzi z Łazisk pukali się w czoło. Mówili, że dużo prościej i taniej byłoby wybudować nowy hotel. Ale Barbara nie znosi nowych hoteli. Jako miłośniczka antyków uważa, że nie mają charakteru ani klimatu, który można odnaleźć w starych budynkach.

Po żmudnych pracach, w czasie których przydarzył się m.in. pożar, który strawił większą część poddasza, dwustuletnia obora zmieniła się w elegancki hotel. Wystrojem wnętrza zajmował się syn Ałaszewskich - Jim, który w Londynie pracuje jako projektant.

To on wymyślił również przedziwną nazwę hotelu - "Blue Beetroot" (ang. niebieski burak).

Dlaczego burak? Jim zapytany kiedyś o to, z czym mu się kojarzy Polska, po chwili zastanowienia stwierdził, że z barszczem. Polskie buraki oczywiście są czerwone, ale kolor niebieski wydawał się bardzie intrygujący z marketingowego punktu widzenia. Poza tym tego typu nazwa kojarzy się z nazwami brytyjskich pubów, a Ałaszewscy od począku liczyli na turystów z Wysp.

Ci, którzy dziś dotrą do Łazisk, usłyszą zupełnie nową historię nazwy hotelu. Rzekomo nawiązuje ona do lokalnej legendy, według której miejscowy bimbrownik utonął w pobliskim stawie wraz z wozem załadowanym księżycówką i burakami. Od tego wypadku na powierzchni stawu mają się czasem pojawiać niebieskie buraki, które swój kolor zawdzięczają bimbrowi.

Żony US Army

- Przez pożar, który przytrafił się w trakcie remontu, nie mieliśmy zupełnie pieniędzy na reklamę - wspomina John. - W Bolesławcu Barbara poznała Amerykanów kupujących ceramikę, a ci pokazali jej pismo, które jest rozprowadzane po wszystkich amerykańskich bazach wojskowych na świecie. Zamieściliśmy w nim jedno ogłoszenie. Po jego publikacji zaczęło do nas przyjeżdżać mnóstwo Amerykanów z baz zlokalizowanych w Niemczech, nauczycieli tam pracujących, biznesmenów.

- Najczęściej odwiedzają nas żony amerykańskich żołnierzy - mówi Jarosław Fink, pracownik hotelu. - Uprawiają tu klasyczną turystykę zakupową. Głównym celem ich wypraw jest ceramika z Bolesławca, na którą potrafią wydać fortunę.

Niedawno "Niebieski Burak" z Łazisk zyskał najwięcej przychylnych opinii użytkowników popularnego portalu TripAdvisor.com ze wszystkich polskich hoteli. Turyści z USA, Kanady czy Niemiec zachwalają tam zarówno obsługę niewielkiego hoteliku, jak i znajdujące się w okolicy atrakcje. "John i Barbara są wspaniałymi ambasadorami Bolesławca, Dolnego Śląska i Polski" - pisze "Swiss Family".

Wbrew powszechnej opinii o tym, jakoby mieszkańcy polskich wsi opierali się przed wszelkimi nowościami, John i Barbara szybko znaleźli wspólny język z mieszkańcami Łazisk.

- Pani Basia daje pracę ludziom ze wsi. Całkiem dobrze u niej zarabiają! A jeszcze nie tak dawno ten budynek tylko straszył - cieszy się Joanna Łódzka, sołtys wsi. - Co więcej, dzięki hotelowi Łaziska stały się bardziej znane w świecie.

A John, który mówi wyłącznie po angielsku, regularnie grywa w piłkę ze swoimi sąsiadami.

Jak docenić to, co mamy pod nosem

Barbara ocenia, że Polacy są niezwykle otwarci: - Przez tyle lat byli odcięci od reszty Europy przez komunizm, że teraz są bardzo zainteresowani obcokrajowcami. Jeśli pojedzie się na wieś do Francji czy Walii, to zauważy się, że tamtejsi mieszkańcy niechętnie akceptują przybyszy. Można tam mieszkać latami i nadal nie być traktowanym jak swój. Tutaj ludzie są bardzo przyjacielscy.

Największą zmorą Ałaszewskich jest polska biurokracja. Mieli z nią wielokrotnie do czynienia w trakcie remontu obory. Niedawno postanowili zagospodarować pobliski las - wśród skałek chcieli wybudować ławki, kosze na śmieci, ale okazało się, że według prawa ten teren nie jest przeznaczony pod rekreację i nie można w nim nawet poprowadzić ścieżki rowerowej.

Ałaszewscy się nie zrażają. Pod koniec czerwca kupili małego konika i osiołka, które mają być kolejną atrakcją dla gości Łazisk. Przebudowują też sąsiedni budynek, w którym chcą urządzić stajnię. W planach mają zakup koni i bryczki, którą chcą wozić turystów do Bolesławca, promując przy tym swój hotel i wprowadzając turystyczną atmosferę do miasteczka.

Ałaszewska stanęła też na czele pięcioosobowej grupy, którą Łaziska, jako jedyna wieś w okolicy, wysyłają na szkolenie ze zdobywania funduszy z Unii Europejskiej.

- Polska jest fantastyczna, lecz nadal nie odkryta - zachwyca się Barbara. - Przykładowo: każdy może iść do lasu czy pospacerować po polach, ponieważ są otwarte dla wszystkich. W Anglii wszystko jest ogrodzone i prywatne. Polska ma mnóstwo do zaoferowania w swojej prostocie. Nie trzeba tu wcale budować nowoczesnych budynków, żeby robić wrażenie. Polska już robi wrażenie! Ale trzeba jeszcze umieć się sprzedać. W Anglii widać mnóstwo reklam zachęcających do wyjazdu na wakacje do Irlandii, Szkocji, na Seszele, do Egiptu, a nie ma takich, które mówią, by odwiedzić bliższy i równie ekscytujący kraj, w którym są dzikie lasy i zwierzęta.

- Pani Basia zawsze powtarza: "Cudze chwalicie, swego nie znacie" - mówi sołtys Joanna Łódzka. - Okazuje się, że przyjeżdżają tu Amerykanie i dopiero oni doceniają to, co my mamy praktycznie pod nosem.

Reportaż opublikowany w "Gazecie Wyborczej"

Kalendarz

Sierpień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny