Felietony

  • poniedziałek, 15 grudnia 2014
    • Czternasty (cz. II)

      Druga część roku 2014 nie była tak dramatyczna i zaskakująca, jak połowa pierwsza, jednak nie można powiedzieć, że była nudna. Były sukcesy, cuda, a nawet seksafera. 

      Koniec sierpnia okazał się niezwykle istotnym czasem w historii polskiej emigracji. Do grona dwudziestomilionowej polskiej diaspory postanowił dołączyć premier Tusk, czyli Ten, Który Obiecał Zieloną Wyspę w Polsce. Wbrew złośliwym komentarzom, w trakcie swoich siedmioletnich rządów w dużej mierze udało mu się spełnić tę obietnicę. Bezrobocie w Polsce jest obecnie podobne do tego w Irlandii (w trakcie recesji Zielona Wyspa odnotowała w tej statystyce wzrost z trzech do trzynastu procent), mieszkania w Warszawie kosztują  tyle samo co w Dublinie, a kawa w warszawskiej kawiarni jest tylko nieznacznie droższa od tej w kawiarni dublińskiej. Podobieństw jest zatem wiele. Nie udało się tylko z zarobkami, ponieważ w Irlandii najniższa pensja to  w przeliczeniu na złotówki ponad 6000. Ale i tu zanotowano postęp - w 2014 r. nastąpił w Polsce wzrost minimalnego uposażenia z 1180 zł do 1237 zł i 20 groszy. Niestety, mimo tych dobrodziejstw, premier postanowił wyjechać z kraju, by na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej uczyć się angielskiego. 

      We wrześniu, a i po trosze jeszcze w sierpniu, Polska gościła najlepsze siatkarskie reprezentacje świata. Polscy siatkarze spisali się wyśmienicie pokonując m.in. Rosję i Brazylię i zdobywając ostatecznie mistrzostwo świata. Mistrzostwa okazały się dla Polski sukcesem zarówno sportowym, jak i organizacyjnym. Niektórzy organizatorzy byli do tego stopnia zaangażowani w projekt, że zostali nawet aresztowani słysząc zarzuty korupcyjne.    

      Na przełomie września i października Polacy zainteresowali się literaturą. Temat literatury pojawił się w mediach niespodziewanie. I cieszył się ogromnym zainteresowaniem. A wszystko dlatego, że życie literackie okazało się wcale nie takie drętwe, lecz emocjonujące niczym najlepsze odcinki "Niewolnicy Isaury". Tuż przed ogłoszeniem wyników nagrody literackiej Nike, krytyczka literacka i feministka Kinga Dunin, poinformowała media, że pisarz Ignacy Karpowicz, jeden z faworytów do tejże nagrody, jest jej winien 13 tys. złotych, a upomniany o zwrot pieniędzy napisał jej e-maila o treści "Spierdalaj". Następnie nominowany do nagrody pisarz poinformował media, że wcześniej został przez krytyczkę wykorzystany seksualnie. Co prawda, w jej łóżku znalazł się dobrowolnie, jednak obawiał się, że krytyczka "straci zainteresowanie nim", kiedy on odtrąci jej zaloty. Krytyczka na to odpowiedziała, że pisarz może zwrócić się do prokuratury albo do psychiatry, a następnie poinformowała, że już ze sobą nie sypiają, ponieważ ten sypia obecnie z sekretarzem nagrody Nike - Juliuszem Kurkiewiczem. Przewodniczący kapituły konkursowej Nike nie zaprzeczył tym doniesieniom, po czym przyznał, że nie wie o co ta cała awantura. Sprawą zainteresował się nawet "Super Express", dla którego wypowiedział się Michał Witkowski, pisarz, autor gejowskiej powieści "Lubiewo", który ocenił ze znawstwem, że dziwi go sytuacja, ponieważ nie dopatruje się w Ignacym Karpowiczu żadnego seksapilu.

      A w listopadzie odbyły się dwie tury wyborów samorządowych. Polska okazała się miejscem, gdzie ludzie są mocno przywiązani do ziemi i interesuje ich rozwój obszarów agrarnych, trójpolówka i uprawa trzody chlewnej, nawet jeśli mieszkają w Gdyni. PSL, prawdopodobnie dzięki wyrazistej kampanii wyborczej, w trakcie której minister rolnictwa nazwał polskich rolników frajerami, zdobył niemal 1/4 głosów w całej Polsce. Pozostałe 3/4 okazały się nieważne.    

      Łukasz Stec

      Felieton ukazał się w cyklu "Nasz świat według Łukasza Steca" publikowanym w polsko-włoskim dwutygodniku "Nasz Świat" (nr 22/2014)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      luk.tom
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 grudnia 2014 02:03
  • wtorek, 02 grudnia 2014
    • Czternasty (cz. I)

      Jego dni zostały już policzone. Powoli zaczyna dogorywać.  Nie powinien nas niczym więcej zaskoczyć. Może nadszedł zatem czas by pochylić się nad tym grudniowym staruszkiem i przypomnieć sobie jaki był ten 2014 r. i jak zapamiętają go Polacy. A szybko go chyba nie zapomną...

      Jak każdy inny, tak i ten rok, rozpoczął się dla Polski temperaturami poniżej 0 st. Celsjusza. Zima w styczniu ponownie zaskoczyła drogowców, tak jak i zaskoczyła Polskie Koleje Państwowe. Na torach pojawił się, jak to kiedyś określił w telewizji pewien pan policjant - "biały nalot pospolicie zwany śniegiem", który przyczynił się do rekordowych opóźnień pociągów. Z odsieczą ruszyła minister infrastruktury i rozwoju Elżbieta Bieńkowska, która poddała sytuację na kolei głębokiej analizie zwieńczonej raportem zatytułowanym "Sorry, taki mamy klimat". 

      W lutym u jednego z sąsiadów Polski rozpoczęła się zimowa olimpiada. Jak to bywa z gospodarzami igrzysk olimpijskich - wybrano nań kraj miłujący pokój, wolność i demokrację. W tym samym czasie, u naszego wspólnego sąsiada, podzielający powyższe wartości władca rozkazał snajperom strzelać z dachów do demonstrantów zgromadzonym na wielkim placu i protestującym przeciwko wycofaniu się ich kraju ze starań dołączenia do UE. Oddziały specjalne zamordowały sto osób. Politycy całej Europy wyrazili zaniepokojenie. Następnie ich uwaga powróciła na olimpijskie zmagania łyżwiarzy figurowych.   

      Tuż po zakończeniu zmagań bobsleistów i saneczkarzy na Krymie pojawili się Marsjanie, nazywani czasami "zielonymi ludzikami". Siłą perswazji i uroku osobistego przejęli półwysep. Następnie, w imię intergalaktycznej równowagi, przekazali go Rosji, po czym odlecieli na swoją planetę. Politycy całej Europy wyrazili zaniepokojenie. NASA także. 

      Wiosną Saska Kępa znów zapachniała, a na obchody 25-lecia obalenia komunizmu w Polsce przybył Barack Obama, stwierdzając, że tego dnia Polska jest stolicą całego wolnego świata. Dokładnie 10 dni później stolica ta okazała się "kamieni kupą". Tak przynajmniej określili ją rządzący politycy na taśmach tygodnika "Wprost". Na nagraniach dokonanych w dwóch warszawskich restauracjach Polacy usłyszeli m.in. to, że z ich pieniędzy "pod stołem" dotowane są prywatne, zagraniczne linie lotnicze, po to by utrzymać ruch na "ch... wie komu potrzebnym" lotnisku w Łodzi, to, że premier mógł wiedzieć o piramidzie finansowej Amber Gold  dużo wcześniej niż opinia publiczna, to, że jeden z ministrów chciał zniwelować deficyt budżetowy pieniędzmi NBP, czy to, że ktoś mógł wykupić dług Zbigniewa Religi, by ten wycofał się z kandydowania w wyborach prezydenckich, a ceny benzyny mają być niższe tylko przed wyborami. Ulubionym utworem literackim szefa polskiej dyplomacji okazał się natomiast poemat "Blowjob for America" nawiązujący stylistyką do przedwojennego ruchu négritude powszechnie znanego w Polsce jako murzyńskość. Rządzący politycy nie wyrazili zaniepokojenia.  

      Tymczasem Niemcy zdobyli mistrzostwo świata w piłce nożnej i można by rzec, że znowu wszyscy grają, a wygrywają Niemcy, gdyby nie fakt, że na mundialu w Brazylii zabrakło reprezentacji Polski. Trzy miesiące po zdobyciu złota przez naszych zachodnich sąsiadów Polska pokonała bowiem nowych mistrzów świata 2:0. Było to pierwsze zwycięstwo polskich piłkarzy nad niemieckimi od czasów bitwy pod Cedynią. 

      Krótko po zakończeniu mistrzostw świata, pasażerski samolot lecący z Holandii do Malezji został zestrzelony przez terrorystów z Donbasu. Zginęło niemal trzysta osób pochodzących z dziewięciu krajów.  Politycy całej Europy wyrazili zaniepokojenie. 

      Łukasz Stec

      Felieton ukazał się w cyklu "Nasz świat według Łukasza Steca" publikowanym w polsko-włoskim dwutygodniku "Nasz Świat" (nr 21/2014)

      

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      luk.tom
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 grudnia 2014 16:43
  • poniedziałek, 17 listopada 2014
    • Kij i marchewka

      Czy nie-emigranci mogą zrozumieć emigrantów? Czy polskie myślenie o emigracji zawsze będzie mieć cechy systemu zero-jedynkowego, w którym te dwie cyfry wiążą się albo ze zmywakiem, albo z milionem dolarów?

      W 2008 r. na ekranach polskich kin pojawił się film "Lejdis" Tomasza Koneckiego. Jedyna scena z tej produkcji, jaka utkwiła mi w pamięci to fragment, kiedy jedna z bohaterek poznając pewnego mężczyznę dowiaduje się, że ten przez kilka lat mieszkał w Londynie, pyta go z lekką pogardą w głosie "zmywak?". Jej rozmówca pracował w Anglii jako grafik komputerowy, a sama scena dość wyraziście przedstawiała jedną z dwóch dominujących percepcji emigracji w Polsce. To podejście, w którym emigracja wiąże się wyłącznie z takimi słowami jak "zmywak", "porażka", "ucieczka", "nieudacznik". Tu emigrantem może być tylko osobą, której "nie wyszło" w płynącej mlekiem i miodem krainie nad Wisłą, przez co zmuszona była wyjechać do kraju obcego i okropnego, w którym zresztą nie mieszka tylko "siedzi". Na gruncie semantycznym bardzo często stosowane wyrażenia typu "Tomek siedzi w Londynie", "Anka siedzi w Stanach" są ciekawe, choć proste w interpretacji, w dość wyrazisty sposób wiążąc emigrację z czymś na co jest się skazanym, czymś czego doświadcza się za karę, lub mówiąc wprost - z więzieniem.

      W ten nurt wpisać można również swego czasu bardzo popularny w polskich mediach temat "eurosieroctwa". Socjolodzy szybko określili go mianem siania paniki moralnej, czyli generalizowania pewnych pojedynczych przypadków, a następnie ich wyolbrzymiania. Termin ten powstał w latach 70-tych w Wielkiej Brytanii, kiedy to brytyjskie media nagłaśniały i demonizowały niszowy konflikt subkultury rockersów z subkulturą modsów, a sprawę wyolbrzymiono tak bardzo, że w społeczeństwie pojawiła się niechęć i lęk w stosunku do wszystkich ruchów młodzieżowych, mniejszości czy mniej znanych ugrupowań społecznych i politycznych.
       
      Istnienie tego silnego nurtu percepcji emigracji nie może dziwić. Przyczyn jego pojawienia się można szukać zarówno na gruncie psychologicznym, jak i społeczno-politycznym. Uprawiające przez ostatnie lata propagandę sukcesu media w Polsce zupełnie przestały rzeczywistość opisywać, tworząc ją najzwyczajniej na nowo. Za przykład może tu posłużyć materiał "informujący" użytkowników pewnego bardzo popularnego portalu o tym, że w krakowskich hotelach i hostelach można zarobić więcej niż w ich odpowiednikach w Dublinie. Tak skrajne naginanie rzeczywistości, powtarzane wielokrotnie, może wywołać pewne reakcje i formować pewne postawy. Tymczasem osobiście znałem pracowników tej branży zarówno w Dublinie jak i w Krakowie. Zwykły recepcjonista w Dublinie zarabiał około 7 tys. złotych, natomiast manager hostelu w Grodzie Kraka - 900 złotych na umowę zlecenie. Trzeba zatem posiadać niezwykłą wyobraźnię lub podstawy jakiejś równoległej, alternatywnej matematyki, by sytuację tę przedstawić dokładnie odwrotnie.

      Równie absurdalne motywy pojawiały się w ramach rządowych akcji mających skłonić emigrantów do powrotu nad Wisłę (jak mniemam, głównie po to, by za zarobione za granicą pieniądze założyć w Polsce firmę i tym samym wesprzeć upadający ZUS). Jednym z głównych punktów programu było porównywanie cen różnych produktów w Polsce i w Londynie. W zapomnienie poszły kwestie zarobków, nie mówiąc o kulturze pracy czy relacji pracodawca-pracownik. Mało tego, zapomniano, że w Polsce droższa jest chociażby odzież, samochody, komputery czy sprzęt RTV. Nagle atutem Polski miała być niższa niż w Anglii cena... marchewki. W sam raz kiedy nie da się kijem.

      Podobnie było w przypadku przedstawiania kryzysu w Europie Zachodniej. Obecnie temat przestał już być w Polsce tak popularny, jednak sposób prezentowania go przez  długi czas trwale uformował przekonania części mieszkańców kraju. Przekonania, w których to Polska jest krajem stabilnym, konsekwentnie zmierzającym ku arkadyjskiej szczęśliwości, a Europa Zachodnia to ziemia niepewna, targana wewnętrznymi konfliktami z mniejszościami etnicznymi spoza kontynentu i szamocząca się z upiornym kryzysem ekonomicznym.

      O ile dostrzegam jeszcze istnienie przekonań o przerażającym życiu na obczyźnie, tak nie wiem tylko czy ktokolwiek jeszcze wierzy w istniejącą w Polsce Arkadię, czy choćby nawet normalność tego miejsca. Tu po prostu ludzie tak przyzwyczaili się do życia w kryzysie, że nawet nie zwracają już na niego uwagi. Od 1939 roku było wystarczająco dużo czasu.

      Felieton ukazał się w cyklu "Nasz świat według Łukasza Steca" publikowanym w polsko-włoskim dwutygodniku "Nasz Świat" (nr 20/2014) oraz na stronie kwartalnika "Nowy Obywatel".

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      luk.tom
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 listopada 2014 14:19
  • wtorek, 04 listopada 2014
    • Sen o zamkniętych drzwiach

      Polacy uwielbiają zamknięte osiedla. Podobno w ich liczbie dorównujemy już Rosji, Turcji i Kolumbii, a kto wie czy za kilka lat Polska nie zbliżymy się do światowego lidera tego typu mieszkalnictwa - Republiki Południowej Afryki. Rzecz, która jest niemal zupełnie nieznana w znacznej części Europy - w Polsce stała się normą. 

      Swego czasu miałem okazję gościć w Areszcie Śledczym Warszawa-Służew. Jako dziennikarz, nie jako pensjonariusz. To co najbardziej zainteresowało mnie w tym miejscu, to jego podobieństwo do większości nowoczesnych osiedli. Ta sama architektura, te same pastelowe kolory, ciasna zabudowa, ten sam skrawek równo przystrzyżonego trawnika. Do tego wysoki mur i nieco niższy strażnik. 

      Mieszkańcy zamkniętych osiedli twierdzą, że wybierają je z potrzeby bezpieczeństwa. Wyniki badań socjologicznych wykazują tu jednak dosyć ciekawą prawidłowość. Po zamieszkaniu na strzeżonym osiedlu, jego mieszkańcy o swoje bezpieczeństwo boją się... jeszcze bardziej. Może jednak motywacja była zupełnie inna? 

      Tymczasem kampania przed wyborami samorządowymi w Polsce rozwija się na dobre. "Wiadomości" TVP w jednym ze swoich materiałów przedstawiły więc jednego z kandydatów na radnego Warszawy. Był nim Ngo Van Tuong - Wietnamczyk mieszkający w Polsce od 31 lat. Ngo jest członkiem prezydium Komisji Społecznego Dialogu ds. Cudzoziemców przy Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu m.st. Warszawy, jest aktywistą społecznym i kulturalnym, redaktorem jednej z opozycyjnych gazet w Wietnamie oraz portalu Kontynent Warszawa. Współpracuje również z Międzynarodową Organizacją ds. Migracji IOM. Żadna z tych informacji nie pojawia się jednak w telewizyjnym materiale. Reporter wiadomości pokazuje natomiast przepełnione rowerami ulicy Hanoi i żartobliwie pyta się kandydata na radnego czy zamierza wprowadzić do Warszawy rozwiązania komunikacyjne z Wietnamu. W rozmowie z Ngo dziennikarz stwierdza, że roślinność w Warszawie jest inna niż w Hanoi, zastanawia się jak zapisać nazwisko Ngo, następnie głos "z offu" informuje widzów, że kandydat podchodzi do sprawowania władzy bardzo poważnie, a ilustracją tych słów jest obraz Wietnamczyka zwijającego się ze śmiechu. Na koniec materiału telewizyjny reporter wynajduje na warszawskiej ulicy przypadkowego Wietnamczyka, któremu pokazuje zdjęcie Ngo i prosi przechodnia, by na podstawie fotografii stwierdził czy kandydat się "nada". 

      Całość telewizyjnego materiału została przedstawiona w żartobliwej, w założeniu redaktorów - sympatycznej konwencji. Konwencji raczej niespotykanej w przypadku prezentowania kandydatów uznawanych przez media za "poważnych". Pytanie - co skłoniło dziennikarzy, by uznać tego akurat kandydata za "niepoważnego"? Dlaczego kandydat udzielający się społecznie, współpracujący z wieloma organizacjami i publikujący swoje teksty w mediach w dwóch różnych krajach jest "niepoważny"? 

      Czy na twarzach redaktorów TVP widniałyby te same uśmiechy, gdyby mówili o materiale CNN prezentującym działającego od kilkudziesięciu lat w USA polskiego społecznika i dziennikarza kandydującego do rady miasta Nowy Jork, a materiał CNN prezentowałby rozważania jak zapisać dziwnie brzmiące polskie nazwisko, reporter dobrotliwie informowałby kandydata, że w Nowym Jorku nie rosną topole, a na koniec pokazywał istniejącą w Warszawie jedną linię metra z pytaniem "czy to rozwiązanie komunikacyjne zamierza pan przenieść do Nowego Jorku"?

      Felieton ukazał się w cyklu "Nasz świat według Łukasza Steca" publikowanym w polsko-włoskim dwutygodniku "Nasz Świat" (nr 19/2014)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      luk.tom
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 listopada 2014 22:34
  • środa, 03 marca 2010
    • Zapiski irlandzkie (7) – Czy jesteś już Irlandczykiem?

      Osoby, które spędziły trochę czasu na Zielonej Wyspie, łączy jeden poważny dylemat - jak bardzo irlandzki się stałem? Czy w głębi duszy siedzi we mnie typowy Kowalski czy może już niejaki O'Leary?

      Aby dłużej nie zadręczać się tymi trudnymi pytaniami, proponuję wykonanie z przymrużeniem oka poniższego quizu, który to jednoznacznie rozwiąże kwestię Państwa tożsamości.

      1. Stoisz na przejściu dla pieszych. Świeci czerwone światło. Co robisz?

      a) Przeklinam polityków i czekam na zielone.
      b) Niczym się nie przejmując, przechodzę na drugą stronę.
      c) Czekam aż zbliży się pędzący motocykl albo tramwaj, aby zwinnie śmignąć tuż przed jednym z nich.

      2. Jak spędzasz święta Bożego Narodzenia?

      a) Kupuję szampana i zabawiam się ze znajomymi w morsa - pływamy w morzu, po czym ganiamy się po plaży.
      b) Czekam na prezent
      od wujka z USA.
      c) Nieważne jak - ważne, by na stole było dwanaście potraw.

      3. Co porabiasz 31 października?

      a) Przebieram się za Draculę, po czym spożywam tyle Guinness'a, że tracę poczucie tożsamości.
      b) Stoję w korkach jadąc na groby.
      c) Próbuję podpalić jakiś samochód, a przynajmniej szopę na narzędzia sąsiada.

      4. Największy artysta estradowy to oczywiście?:

      a) Bono! (A wiecie, że ciocia szefa mojego sąsiada zna żonę dostawcy mleka Bono!?)
      b) Shane MacGowan - w jakimkolwiek stanie by nie był!
      c) Oczywiście że Doda. Chociaż Chopin też był niczego sobie!

      5. Kiedy zamierzasz wyprowadzić się od swoich rodziców?

      a) Poczekam jeszcze, a nuż to rodzice się wyprowadzą?
      b) Przecież zrobiłem to już dzień po zdaniu matury!
      c) O co ci chodzi?! Przecież mam dopiero 35 lat!

      1. a - 0 pkt., b- 1 pkt., c - 2 pkt., 2. a - 2, b - 1, c - 0, 3. a - 1, b - 0, c - 2, 4. a - 1, b - 2, c - 0, 5. a - 1, b - 0, c - 2.

      Jeśli twój wynik mieści się w granicach 3-6 punktów to znaczy, że jesteś już Irlandczykiem!

      0 - 2 punkty

      Nawet po kilku latach na obczyźnie codziennie zajadasz się bigosem i kaszanką. Jeśli urodzi Ci się syn, dobrze wiesz, że nadasz mu imię Fryderyk, ewentualnie Mieszko. Interesujesz się polityką, przez co jesteś w permanentnym stanie przedzawałowym. Nie tak łatwo zaingerować w Twoją tożsamość narodową!

      3 - 6 punktów

      Twój ulubiony widok to hasające po zielonych łąkach owce, a ukochane dźwięki to pierwsze takty piosenki, w której U2 wypomina Angolom "Krwawą Niedzielę". Codziennie pijesz Guinness'a, dzięki czemu posiadasz już słynny "piwny płaszcz", przez co nawet w środku zimy biegasz po ulicach w samym t-shircie. Tak, jesteś już Irlandczykiem!

      7-10 punktów

      Prawdopodobnie wykonywałeś ten quiz z pomocą znajomego, który pamięta jeszcze polski język. W wolnym czasie ganiasz po ulicach angielskich okupantów, a w głębi duszy marzy Ci się przeprowadzka do Bostonu. Twoje włosy przybrały dziwnie rdzawą barwę. Jesteś stuprocentowym Irlandczykiem!

      Łukasz Stec

      (Felieton opublikowany na łamach dwutygodnika "Praca i nauka za granicą", przedrukowany przez portale Onet.pl i Interia.pl)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      luk.tom
      Czas publikacji:
      środa, 03 marca 2010 14:46
  • piątek, 15 stycznia 2010
  • piątek, 21 sierpnia 2009
    • Zapiski irlandzkie (2) – Irish English

      Jak reagują Irlandczycy, kiedy słyszą słowo Ohio”? Odpowiadają fine, thanks” Nie bez zasady anegdota ta jest bardzo popularna wśród imigrantów zamieszkujących Zieloną Wyspę. Nawet jeśli przyjeżdża się tu z wszelakimi certyfikatami językowymi, z piątkami z angielskiego na maturalnym świadectwie, czy z bogactwem słownictwa przewyższającym polszczyznę niejednego rodaka – należy porzucić wszelką nadzieję. A już na pewno przestać się łudzić, że usłyszy się czysty i wzniosły akcent w stylu Tony’ego Blaira czy Hugh Granta.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      luk.tom
      Czas publikacji:
      piątek, 21 sierpnia 2009 15:06
  • piątek, 07 sierpnia 2009
    • Zapiski irlandzkie (1) – Luz blues

      Pewnego wieczoru jeden z moich znajomych nie został odebrany na lotnisku przez swojego polskiego kolegę. W Dublinie był po raz pierwszy. Próbował się do niego dodzwonić, żeby dowiedzieć się chociaż dokąd ma kierować swoje kroki, jednak ten nie odpowiadał. W swojej rozpaczy postanowił więc spędzić pierwszą noc siedząc na walizkach na O’Connell Street i popijając Guinnessa. Tę prowizoryczną sielankę przerwało pojawienie się Gardy – irlandzkiej policji. Ładny początek – pomyślał - nie dość, że znajomy wystawił mnie do wiatru to jeszcze przyjdzie mi zapłacić mandat za spożywanie piwa, za które w przeliczeniu dałem do tego całe dwanaście zeta. Jakież było jego zdziwienie, kiedy policjanci uśmiechnęli się do niego i grzecznie poprosili o wyrzucenie puszki, kiedy skończy pić.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      luk.tom
      Czas publikacji:
      piątek, 07 sierpnia 2009 10:16
  • sobota, 11 lipca 2009
    • PRopaganda

      Dynamicznie. Ślicznie. Na lotnisku czerwony dywanik. Wokół same uśmiechnięte twarze. Podjeżdża taksówka. Suniemy autostradą, po lewej widać złote łany, po prawej stadiony. Gromadzą się pod nimi tłumy kibiców, którzy w atmosferze pokoju i pojednania pragną celebrować kolejne mecze polskich drużyn w Lidze Mistrzów.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      luk.tom
      Czas publikacji:
      sobota, 11 lipca 2009 02:26
    • Andrzejki

      Pojawiła się nadzieja, a zawsze jak zjawia się ta matka wiadomo-czyja, należy ją wspierać, mówić o niej, pisać, rzekłbym nawet – lansować. Kiedy pojawia się nadzieja dla 678 251 Polaków – media powinny się zająć sprawą poważnie. A rzecz jest poważna, bo ponad pół miliona krajan obchodzi właśnie imieniny, a jubileusz ten ma szansę być dla nich nie taki zwykły, jak co roku – siku woskiem po kluczu, łyk orzeźwienia, a na koniec karaluchy pod poduchy, a razem z nimi na karteczkach wypisane imiona szlachetne, dajmy na to - Pamela albo Doda.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      luk.tom
      Czas publikacji:
      sobota, 11 lipca 2009 02:18

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny