Wpis

wtorek, 04 listopada 2014

Sen o zamkniętych drzwiach

Polacy uwielbiają zamknięte osiedla. Podobno w ich liczbie dorównujemy już Rosji, Turcji i Kolumbii, a kto wie czy za kilka lat Polska nie zbliżymy się do światowego lidera tego typu mieszkalnictwa - Republiki Południowej Afryki. Rzecz, która jest niemal zupełnie nieznana w znacznej części Europy - w Polsce stała się normą. 

Swego czasu miałem okazję gościć w Areszcie Śledczym Warszawa-Służew. Jako dziennikarz, nie jako pensjonariusz. To co najbardziej zainteresowało mnie w tym miejscu, to jego podobieństwo do większości nowoczesnych osiedli. Ta sama architektura, te same pastelowe kolory, ciasna zabudowa, ten sam skrawek równo przystrzyżonego trawnika. Do tego wysoki mur i nieco niższy strażnik. 

Mieszkańcy zamkniętych osiedli twierdzą, że wybierają je z potrzeby bezpieczeństwa. Wyniki badań socjologicznych wykazują tu jednak dosyć ciekawą prawidłowość. Po zamieszkaniu na strzeżonym osiedlu, jego mieszkańcy o swoje bezpieczeństwo boją się... jeszcze bardziej. Może jednak motywacja była zupełnie inna? 

Tymczasem kampania przed wyborami samorządowymi w Polsce rozwija się na dobre. "Wiadomości" TVP w jednym ze swoich materiałów przedstawiły więc jednego z kandydatów na radnego Warszawy. Był nim Ngo Van Tuong - Wietnamczyk mieszkający w Polsce od 31 lat. Ngo jest członkiem prezydium Komisji Społecznego Dialogu ds. Cudzoziemców przy Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu m.st. Warszawy, jest aktywistą społecznym i kulturalnym, redaktorem jednej z opozycyjnych gazet w Wietnamie oraz portalu Kontynent Warszawa. Współpracuje również z Międzynarodową Organizacją ds. Migracji IOM. Żadna z tych informacji nie pojawia się jednak w telewizyjnym materiale. Reporter wiadomości pokazuje natomiast przepełnione rowerami ulicy Hanoi i żartobliwie pyta się kandydata na radnego czy zamierza wprowadzić do Warszawy rozwiązania komunikacyjne z Wietnamu. W rozmowie z Ngo dziennikarz stwierdza, że roślinność w Warszawie jest inna niż w Hanoi, zastanawia się jak zapisać nazwisko Ngo, następnie głos "z offu" informuje widzów, że kandydat podchodzi do sprawowania władzy bardzo poważnie, a ilustracją tych słów jest obraz Wietnamczyka zwijającego się ze śmiechu. Na koniec materiału telewizyjny reporter wynajduje na warszawskiej ulicy przypadkowego Wietnamczyka, któremu pokazuje zdjęcie Ngo i prosi przechodnia, by na podstawie fotografii stwierdził czy kandydat się "nada". 

Całość telewizyjnego materiału została przedstawiona w żartobliwej, w założeniu redaktorów - sympatycznej konwencji. Konwencji raczej niespotykanej w przypadku prezentowania kandydatów uznawanych przez media za "poważnych". Pytanie - co skłoniło dziennikarzy, by uznać tego akurat kandydata za "niepoważnego"? Dlaczego kandydat udzielający się społecznie, współpracujący z wieloma organizacjami i publikujący swoje teksty w mediach w dwóch różnych krajach jest "niepoważny"? 

Czy na twarzach redaktorów TVP widniałyby te same uśmiechy, gdyby mówili o materiale CNN prezentującym działającego od kilkudziesięciu lat w USA polskiego społecznika i dziennikarza kandydującego do rady miasta Nowy Jork, a materiał CNN prezentowałby rozważania jak zapisać dziwnie brzmiące polskie nazwisko, reporter dobrotliwie informowałby kandydata, że w Nowym Jorku nie rosną topole, a na koniec pokazywał istniejącą w Warszawie jedną linię metra z pytaniem "czy to rozwiązanie komunikacyjne zamierza pan przenieść do Nowego Jorku"?

Felieton ukazał się w cyklu "Nasz świat według Łukasza Steca" publikowanym w polsko-włoskim dwutygodniku "Nasz Świat" (nr 19/2014)

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
luk.tom
Czas publikacji:
wtorek, 04 listopada 2014 22:34

Polecane wpisy

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny