Wpis

niedziela, 20 stycznia 2013

Płaskostopie kultury

Zawsze miałem problem z zakupem butów. Nie dlatego, że z moimi stopami było coś nie tak. Wręcz przeciwnie. Pamiętam jeszcze ze szkoły podstawowej, że jako jedna z dwóch osób w całej klasie nie miałem płaskostopia czy półpłaskostopia. Byłem w zdecydowanej mniejszości. Zauważyli to chyba producenci obuwia, którzy niemal wszystkie buty dostosowują obecnie do stóp z przynajmniej częściowym płaskostopiem, przez co to ja, posiadający zdrowe stopy, powinienem nosić wkładki ortopedyczne. Mam wrażenie, że sytuacja ta jest analogiczna do tego jak w Polsce czują się osoby, które potrafiły właściwie odczytać pewne kody kulturowe.

Dekadę temu, kiedy w jednej z telewizyjnych stacji pojawił się program Kuby Wojewódzkiego, zachowanie showmana wywoływało żywą dyskusję. Konwencja przyjęta w programie przez jednych była uznawana za wyraz upadku kultury mediów, dla innych była dowodem wysokiej inteligencji prowadzącego, jeszcze inni uznawali ją za typową pop-kulturową wydmuszkę, postmodernistyczną zabawę, w której brać udział powinno się po uprzednim dodaniu cudzysłowu do wszystkiego co zostanie powiedziane. Znamienne jest, że niemal w tym samym czasie w demokratycznych wyborach bardzo dobry wynik uzyskała populistyczna Samoobrona, wypierając z sejmu inteligencką Unię Wolności, i wprowadzając do debaty publicznej całkiem nowy dyskurs i nowy język, który z początku uznany został za przekroczenie pewnej granicy (Jerzy Buzek: „Nie będziemy rozmawiać na tym poziomie”).

Z czasem jednak ów poziom stał się standardem w politycznej debacie, a sama debata przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, gdyż środek jej ciężkości przeniósł się w stronę formy, a dokładniej w kierunku „Erystyki” Schopenhauera . Treść całkowicie zatraciła swoje znaczenie na rzecz formy – jak najbardziej przystępnej, efektownej i wulgarnej. Za normę uznana została również konwencja programów Wojewódzkiego – przez zdecydowaną większość społeczeństwa uznana nie za pop-kulturową grę, lecz za wyraz inteligencji showmana, za autentyczny, dominujący dyskurs, do którego należy dążyć, a przynajmniej się dostosować.  

Na tle powyższych przemian wyrosły już dwa pokolenia (moje - 30-latków i to o dekadę młodsze, nazywane „gimnazjalistami”), a pokolenia starsze również dały się wciągnąć w ten głównonurtowy dyskurs. Postmodernistyczna zabawa nie została poddana żadnej dekonstrukcji i została uznana za  fotografię rzeczywistości.

Kiedy w 2011 r. świat usłyszał krzyk młodych Oburzonych, w Polsce panowała cisza, a młodzi spoglądali na swoich rówieśników zza granicy z pobłażaniem, czy wręcz z politowaniem. Sytuacja wydawała się zaskakująca , ponieważ ówczesne warunki ekonomiczne demonstrujących Hiszpanów były lepsze od warunków młodych Polaków nie znajdujących się w strefie kryzysu. Media tłumaczyły to często efektem upadku z wysokiego konia, jaki miał miejsce w zachodniej Europie, a czego nie doświadczyli Polacy. Nie trudno uświadomić sobie, że tłumaczenie to zawiera co najwyżej ziarno prawdy, po tym jak prześledzi się mapę Oburzonych 2011, na której widnieją nie tylko kraje, w których z gospodarczego prosperity wykluła się recesja, ale i państwa, gdzie żadnego prosperity (szczególnie wśród młodych) nigdy nie było. Problem nie tkwi bowiem w ekonomii.

W psychologii pośród różnych rodzajów jaźni istnieje pojęcie jaźni odzwierciedlonej. Jest to własne wyobrażenie o tym, jak postrzegają nas inni. W dyskursie, o którym wspominałem, jest to rzecz niezwykle istotna, o ile nie najistotniejsza. Błędna dekonstrukcja dyskursu medialnego  (chodzi tu nie tylko o wspomniany dla przykładu program Kuby Wojewódzkiego, lecz cały nurt programów rozrywkowych) wprowadza system zero-jedynkowy, w którym każdy musi przegrać albo wygrać, a o wygranej stanowi wyłącznie szeroko pojęty wizerunek, na który składa się różne elementy formy. Wchodząc w świat tych błędnie zinterpretowanych konwencji najważniejszymi cechami staje się: atrakcyjność towarzyska, powodzenie materialne, poczucie humoru, błędnie zinterpretowana asertywność (cieszące się ogromnym powodzeniem tzw. cięte riposty). Przyjmując konwencje pop-kulturowej gry za własny schemat myślenia młodzi ludzie wpadli w pułapkę, w jakiej nie znajdują się ich buntujący się rówieśnicy z innych krajów.

Młodzi Polacy, choć panuje wśród nich ogromne bezrobocie, a ci którzy pracują robią to najczęściej za minimalne wynagrodzenie w oparciu o umowy śmieciowe, nigdy nie wyjdą protestować na ulice, nigdy się nie zbuntują i nigdy nie przyznają się, że jest im źle. Nad realnym życiem górę wziął bowiem błędnie odczytany dyskurs pop-kulturowej zabawy, w której nie ma miejsca na walkę o swoje prawa, na narzekanie, czy po prostu realną ocenę sytuacji. Zbuntować można się co najwyżej przeciwko ACTA – tu nic nie traci się na wizerunku, stracić go można za to nie będąc na bieżącą z najnowszą ofertą pop-kulturową dostępną na pirackich serwisach internetowych. By zbuntować się przeciwko wyzyskowi ze strony pracodawców, umowom śmieciowym czy podobnym, realnym problemom, należałoby najpierw publicznie określić swoją przynależność  do osób niezadowolonych, posiadających problemy. We wspomnianym dyskursie zero-jedynkowym byłoby to określenie się mianem przegranych.

Pytanie Ericha Fromma: „mieć czy być” całkowicie przestało mieć na znaczeniu. I to nie dlatego, że młode pokolenia opowiedziały się za modusem posiadania. Stworzyły bowiem całkiem własny modus: sprawiać wrażenie. Sprawiają wrażenie, że mają i sprawiają wrażenie, że są.

Łukasz Stec

(Tekst publikowany w "Nowym Obywatelu" - 17 lutego 2013 r.)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
luk.tom
Czas publikacji:
niedziela, 20 stycznia 2013 21:38

Polecane wpisy

  • Nowi Irlandczycy

    Choć Irlandia czas niespotykanego wzrostu gospodarczego ma już za sobą, mieszka tam nadal około 130 tysięcy Polaków. Mówią, że dzięki życiu na Zielonej Wyspie s

  • Dublińczycy to nie "Londyńczycy"

    Większość polskich mediów podchodzi do zjawiska nowej emigracji niczym ślepcy do słonia w buddyjskiej przypowieści. Dotykając wyłącznie jego kła stwierdzają, że

  • Czar Kobiety-Łani

    Krystyna Janda oczarowała dublińską publiczność trzykrotnie. Dwa razy uczyniła to na scenie, występując w monodramie “Ucho, gardło, nóż”, a dzień wc

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny