Wpis

piątek, 07 sierpnia 2009

Związki nieidealne

Prawdziwe feministki, które znam, kochają facetów. Do tego nurtu należę - Rozmowa z Katarzyną Grocholą. O związkach, feministkach i plemnikach.

- Po lekturze pani najnowszej książki mam wrażenie, że kobieta może stworzyć udany związek wyłącznie z psychoterapeutą specjalizującym się w relacjach damsko-męskich. Jest aż tak źle?
- Psychoterapeuta też ma kłopoty... Ale jest możliwe stworzenie udanego związku i są na to sposoby. Jak mówił Wojciech Eichelberger, potrzebna jest uwaga i czas. Jeśli tego nie ma, to nie ma też związku.

- Pani lubi chyba postępować na przekór. W liceum postanowiła pani wbrew wszystkim zdawać maturę z chemii...
- ...i z fizyki.

- Wbrew własnemu lękowi udała się pani kiedyś o północy na cmentarz, a po obejrzeniu filmu "Kanał" postanowiła pani pochodzić po warszawskich kanałach. Może swój stosunek do związków również opiera pani na haśle "ja wam pokażę"? Logika podpowiada pani, że idealny związek jest niemożliwy, a pani w swoich książkach prezentuje postawę przekorną...
- Tamte rzeczy robiłam głównie po to, by komuś coś udowodnić. Nie wiem, co znaczy związek idealny. Idealne to takie, które nie istnieje... Całe życie poświęciłam na związki nieidealne. Problem w tym, że przez długi czas nie uważałam mężczyzny za partnera, ale za coś gorszego. Byłam, jeśli chodzi o mężczyzn, pozbawiona empatii, do czego trudno mi się teraz przyznać. W końcu zrozumiałam, że mężczyzna tak samo czuje, tak samo ma swoje emocje, choć inaczej je okazuje. Potrafi tak samo cierpieć, choć ze względów kulturowych nie powinien cierpieć i tego okazywać, bo nie jest już wtedy facetem. Kiedy ja się zmieniłam, okazało się, że świat jest pełen świetnych mężczyzn - milczących, mówiących, młodszych, starszych. Świat stał się dla mnie bardziej przyjazny. Okazał się jednak odzwierciedleniem umysłu. Widzę teraz mężczyzn opiekujących się swoimi partnerkami, takich, którzy są jednocześnie wrażliwi i męscy. Tacy ludzie również wcześniej istnieli, tylko ja ich nie dostrzegałam.

- Wspomniała pani o normach kulturowych, które dużo bardziej ograniczają mężczyzn. Kiedyś Ewa Lipska powiedziała, że przez te ograniczenia mężczyznom żyje się dużo trudniej niż kobietom. A pani podobno mężczyznom zazdrości...
- Zazdroszczę, ale tylko jako pisarka. To tak, jak mała Dyzia wyobraża sobie bycie mężczyzną. Pojawia się wówczas taki obszar wolności, w którym mogę np. nie zobowiązywać się do długoterminowych związków w relacjach seksualnych. Kulturowo mężczyznom wolno więcej, jeśli chodzi o seks, samotne picie piwa czy późne wracanie do domu - rzeczy, na które kobiety do dziś nie mają przyzwolenia społecznego.

- Z drugiej strony cały czas trwa proces, w którym kobiety stają się coraz bardziej męskie, a mężczyźni coraz bardziej kobiecy. Jak pani podoba się świat, w którym granice płci są całkowicie zatarte?
- Nie daj Boże! Bardzo bym tego nie chciała! Chociaż wyraźnie widać, że natura sobie z tym nie radzi. Kilkadziesiąt lat temu mężczyzna wytwarzał 120 mln plemników rocznie, dziś jest to tylko 20 mln. Jednak mężczyźni bronią się, jak potrafią. Różnice między mężczyznami a kobietami trzeba zrozumieć, a nie je niszczyć. A bywają to bardzo przyjemne różnice.

- No właśnie - jak to jest z pani feminizmem? Podobno bardzo nie lubi pani jego radykalnej odmiany.
- Ostatnio brałam udział w sympozjum razem z Kazią Szczuką i od razu zaznaczyłam, że nie chcę nikomu urywać jaj. Szczuka bardzo się na to oburzyła, zwracając uwagę, że na sali są media, które później mogą te słowa w różny sposób przedstawić, i że żaden radykalny czy nieradykalny odłam feminizmu nie polega na niszczeniu facetów. To dziennikarze wypaczają przekazy feministek. Uważam feminizm za coś potrzebnego w kwestii równouprawnienia, a nie jedności. W Polsce nadal pokutuje myślenie, że jak facet kobiety nie bije, to jej nie kocha, itp. historie. Prawdziwe feministki, które znam, kochają facetów. Do tego nurtu należę.

- Ale faceci w pani książkach to przede wszystkim dwa typy - rozumiejący kobiety książę albo zapatrzony w siebie karierowicz. Zastanawiało mnie kiedyś pani zdanie na temat filmu "Dzień świra", który przedstawia typ neurotyka, sfrustrowanego intelektualisty. Pani wyłączyła ten film już po paru scenach. Tacy bohaterowie są nieciekawi czy zbyt przerażający?
- Rzeczywiście, za pierwszym razem wyłączyłam ten film. Podchodziłam do niego kilka razy, nie mogłam w nim czegoś znieść. Tym czymś była pewna okropna prawda, która jest w tym filmie. Podziwiam Koterskiego i lubię teraz jego filmy, ale nie podzielam podejścia do życia. Kiedy pokazuje te okropne psie kupy zalegające podwórka, przypominają mi się słowa pewnego amerykańskiego psychoterapeuty, który powiedział, że gdyby podrzucił pod choinkę końską kupę, to jego córka z radością wykrzyknęłaby: "O, konik tu był!". Więc ja wolę się ucieszyć, że pieski tu były...

Katarzyna Grochola - pisarka, autorka bestsellerowych powieści, m.in. zekranizowanego "Nigdy w życiu". Właśnie ukazała się jej najnowsza książka "Kryształowy Anioł". Zanim zajęła się literaturą, pracowała jako konsultantka w biurze matrymonialnym, salowa, dyrektorka składu celnego i pomocnik cukiernika. Przez osiem lat odpisywała na listy czytelniczek "Poradnika Domowego" i "Jestem". Mieszka w Milanówku.


Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
luk.tom
Czas publikacji:
piątek, 07 sierpnia 2009 10:37

Polecane wpisy

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny