Wpis

piątek, 07 sierpnia 2009

Zapiski irlandzkie (1) – Luz blues

Pewnego wieczoru jeden z moich znajomych nie został odebrany na lotnisku przez swojego polskiego kolegę. W Dublinie był po raz pierwszy. Próbował się do niego dodzwonić, żeby dowiedzieć się chociaż dokąd ma kierować swoje kroki, jednak ten nie odpowiadał. W swojej rozpaczy postanowił więc spędzić pierwszą noc siedząc na walizkach na O’Connell Street i popijając Guinnessa. Tę prowizoryczną sielankę przerwało pojawienie się Gardy – irlandzkiej policji. Ładny początek – pomyślał - nie dość, że znajomy wystawił mnie do wiatru to jeszcze przyjdzie mi zapłacić mandat za spożywanie piwa, za które w przeliczeniu dałem do tego całe dwanaście zeta. Jakież było jego zdziwienie, kiedy policjanci uśmiechnęli się do niego i grzecznie poprosili o wyrzucenie puszki, kiedy skończy pić.

Zupełnie inną mentalność funkcjonariuszy, urzędników, czy po prostu zwykłych ludzi, można już zresztą zaobserwować na irlandzkim lotnisku. Po tym  jak  podróżny  przetrwa  polską  odprawę, naznaczoną podejrzliwymi spojrzeniami i milczeniem  w  odpowiedzi  na  pokorne   dzień  dobry”, czeka  go  jakże  odmienny,  wyspiarski  klimat   ze   standardowym   uśmiechem   i   koniecznym życzeniem miłego dnia/wieczoru/pobytu. To, co pierwsze rzuca się w oczy w  Irlandii  przybyszowi  z  Polski,  to  tamtejsza  serdeczność  i poczucie luzu. Wystarczy dłużej niż pół minuty postać na ulicy z rozłożoną mapą,  a  już  zgłasza się ochotnik, który chce  nam  pomóc.  Przodują  w  tym  zwłaszcza  starsi  mieszkańcy  Zielonej Wyspy, którzy potrafią w  takich  sytuacjach  zwołać  wręcz  zebranie  przechodniów,  w  trakcie którego  wybrany  bywa   przewodnik”  deklarujący  chęć  zaprowadzenia  zbłąkanego   Polaka   w pożądane miejsce. I  luz.  Widać  go  już  na  pierwszej  lepszej  ulicy,  przez   którą   Irlandczycy   spokojnie   sobie przechodzą na czerwonym świetle. Niektórzy mają w tej  dyscyplinie  tak  wielką  wprawę,  że  ze stoickim spokojem potrafią wejść na drogę tuż przed  pędzącym  motocyklem.  Co  na  to  Garda? Garda zajmuje się istotniejszymi sprawami, dzięki czemu można  na  nią  liczyć  w  przypadkach takich jak uliczna bójka. Zresztą, irlandzcy policjanci też przechodzą na czerwonym Irlandczycy zdają się żyć zgodnie z refrenem piosenki  Relax, take it easy”.  Widać  to  choćby  po ich  ubiorze.  Nikt  nie  przejmuje  się  tym  co  mogą  pomyśleć  o  nich  inni,  ma  być  po  prostu wygodnie. Królują więc szmaciane  dresy,  w  których  nawet  bogate  trzydziestolatki  beztrosko hasają po głównych ulicach. Podobna atmosfera panuje w pracy. Nieraz zdarza się słyszeć o tym, że Irlandczyk  dzwoni  rano do  swojego  szefa,  mówiąc,  że  nie  przyjdzie  do  roboty  z   powodu   kaca   po   wczorajszym Jamesonie. Wielokrotnie słyszałem w Polsce głosy mówiące, że gdyby  nasz  kraj  był  tak  samo  bogaty  co Irlandia i gdybyśmy także mogli bez problemu wyjeżdżać na wczasy  na  Wyspy  Kanaryjskie  za minimalną  pensję,  wówczas  Polacy  byliby  tak  samo  uśmiechnięci,  wyluzowani,  serdeczni   i pomocni. Zawsze  gdy  to  słyszę,  przypominam,  że  Irlandia  do  bogatych  państw  zalicza  się raptem od trzynastu lat. Jeszcze nie tak dawno był to biedny, rolniczy kraj, z którego mieszkańcy emigrowali jeszcze częściej niż ma to miejsce obecnie w przypadku  Polski.  A  jednak  to  właśnie starsi Irlandczycy, którzy bardzo dobrze pamiętają tamte czasy, mają w  sobie  najwięcej  pogody ducha i życzliwości.

(Felieton opublikowany na łamach dwutygodnika "Praca i nauka za granicą")

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
luk.tom
Czas publikacji:
piątek, 07 sierpnia 2009 10:16

Polecane wpisy

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny