Wpis

piątek, 21 sierpnia 2009

Burak polskim ambasadorem

Który hotel cieszy się najlepszą opinią wśród zagranicznych turystów? Marriott w Warszawie? Grand Hotel w Sopocie? Nie - obcokrajowcy najbardziej cenią sobie pobyt w dwustuletniej oborze na Dolnym Śląsku, przebudowanej przez parę emerytów z Londynu.

Na pierwszy rzut oka Łaziska nie różnią się od 42 tysięcy innych polskich wsi. Przy skrzyżowaniu stoi sklep spożywczy, w którym kupić można coś do chleba i papierosy jednej z pięciu dostępnych marek. Naprzeciwko sklepu droga jest nieco poszerzona, aby mógł tu zawrócić autobus, który czasami przyjeżdża z pobliskiego Bolesławca. Kilkadziesiąt metrów dalej stoi biała kaplica, w której ksiądz zjawia się w każdą niedzielę.

Psy szczekają na przyjezdnych tak, jak miały w zwyczaju czynić zawsze, a rolnicy uprawiają zboże na otaczających wieś polach tak, jak robili to ich ojcowie albo Niemcy zamieszkujący Łaziska przed wojną i nazywający je Looswitz.

560 mieszkańców wsi ma do centrum Bolesławca 4 kilometry, do Wrocławia - aż 116, znacznie dalej niż do niemieckiej granicy oddalonej o ledwie 50 kilometrów.

Ruina z potencjałem

Pięć lat temu w Łaziskach wystawiono na sprzedaż budynek gospodarczy z 1779 roku - zupełną ruinę, dla której jedynym przeznaczeniem wydawała się rozbiórka i budowa na jej miejscu czegoś nowego.

Przez wieś przejeżdżała akurat Barbara Ałaszewska, Polka od urodzenia mieszkająca w Londynie.

- Przyjechałam tu ze znajomym antykwariuszem i chodziliśmy po budynku z latarką - mówi łamaną polszczyzną. - Od razu zakochałam się w tym miejscu i bardzo szybko je kupiłam. Dopiero potem zastanowiłam się, że nie ma tu ani prądu, ani wody, a mój mąż prosił, żebym kupiła dom, do którego można się wprowadzić od razu i w którym można zająć się agroturystyką.

Gdy John Ałaszewski zobaczył, co kupiła żona, złapał się za głowę: - To wyglądało okropnie. Żeby zobaczyć w tym miejscu potencjał, trzeba było sporo wyobraźni. Przede wszystkim próbowałem wyobrazić sobie, ile trzeba będzie w to włożyć pieniędzy.

Córka piłkarskiej gwiazdy

W Londynie John pracował w firmie organizującej konferencje. Ciągle w drodze, po całej Wielkiej Brytanii, czasem po Europie, do domu wracał nocą, nie mając czasu dla siebie czy rodziny. Mimo że jest rodowitym Anglikiem - polskie nazwisko przejął po żonie - Londynu miał już dosyć. Miasto z roku na rok stawało się coraz bardziej zatłoczone, wokół sami obcy ludzie - nie o tym marzył na stare lata.

Barbara urodziła się w Londynie. Jej rodzice wyemigrowali z Polski dwa dni przed wybuchem drugiej wojny światowej. Ojciec, Mieczysław Ałaszewski, był znanym piłkarzem, grał w ŁKS-ie i Polonii Warszawa. Do dzisiaj nikt nie strzelił w ekstraklasie tylu bramek dla Polonii co on. W Anglii Barbara sprzedawała antyki.

To dzięki swojej pracy będącej jednocześnie jej pasją dziewiętnaście lat temu trafiła na słynną ceramikę z Bolesławca.



- Znalazłam ją w Cepelii we Wrocławiu i kupiłam tyle, ile mogłam - wspomina. - To kamionka bardzo dobrej jakości, a w Anglii jest tylko jedna firma, która produkuje coś podobnego; jej wyroby są bardzo drogie. Zaczęłam więc kontenerami sprowadzać do Anglii ceramikę z Bolesławca. Kupowały ją ode mnie największe galerie.

Dzięki ceramice Barbara poznała Bolesławiec i wielu jego mieszkańców. W ten sposób trafiła na opuszczony budynek w Łaziskach, w którym przed wojną niemiecka rodzina Seidel trzymała zwierzęta, sprzęt gospodarczy i maszyny tkackie.

- Wszyscy marzą, żeby na emeryturę uciec z Londynu - opowiada. - Południowa Francja jest pełna Anglików, którzy wyjeżdżają tam na stare lata i prowadzą jakieś małe biznesy. Mnie zawsze ciągnęło do Polski. Pierwszy raz przyjechałam tu w latach 60. i od tamtego czasu, w przeciwieństwie do mojego brata i siostry, często tu wracałam.

Czytaj dalej>

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
luk.tom
Czas publikacji:
piątek, 21 sierpnia 2009 15:22

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • koralina.sulak napisał(a) komentarz datowany na 2009/08/21 16:57:54:

    ooo ceramika z bolesławca...a ja kilka lat temu zmusiłam moją mamę do wyrzucenia tego "arcydzieła" na śmietnik - a trzeba było sprzedać:) a tak przy okazji to dzisiaj święto ceramiki w bolesławcu i muszę przyznać, że chyba mają nowego artystę plastyka bo nie wygląda to już tak kiczowato, aczkolwiek wciąż nie przepadam - z całego tego święta ceramiki to najbardziej się cieszę na koncert indios bravos w niedzielę - jak to dobrze, że bolesławiec jest tak blisko:)

Dodaj komentarz

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny