Wpis

niedziela, 12 lipca 2009

Polski Boston z irlandzkim Pucharem

Pochodzący z Katowic Michał "Boston" Goj pod koniec stycznia zdobył z drużyną DART Killester koszykarski Puchar Irlandii. Polski skrzydłowy gra w dublińskiej drużynie od lata 2006 r. Przez półtora roku zdążył wywalczyć także mistrzostwo Irlandii i zagrać w meczu gwiazd tutejszej ligi. W Polsce mierzący 199 cm "Boston" był przez krótki czas rezerwowym grających w ekstraklasie Bobrów Bytom, a następnie, przez kilka lat, można go było oglądać na parkietach I ligi (de facto - drugiej).

Łukasz Stec: Przeniosłeś się z polskiej drugiej ligi do czołowej drużyny amatorskiej ligi irlandzkiej. To dla Ciebie porażka czy sukces?

Michał Goj : Wiele osób myśli, że jest to typowo amatorska liga, w której nie dostaje się pieniędzy. Jest to nieprawdą, bo jakieś pieniądzę są, jest główny sponsor ligi, są sponorzy drużyn, tak jak w naszym przypadku DART. Porównałbym to do naszej I ligi, czyli nieformalnie drugiej. Przede wszystkim grę robią tutaj Amerykanie - w każdej drużynie jest po dwóch graczy z USA. Niektórzy z nich mogliby grać nawet w polskiej ekstraklasie.

Przyjechałeś tu z zamiarem gry czy w celach zarobkowych?

Generalnie przyjechałem na 2-3 miesiące na wakacje. Zacząłem wtedy trenować z drużyną Shamrock Hoops z południowego Dublina. Chcieli żebym u nich został, ale mnie nie za bardzo podobała się ta drużyna, nie było też kolorowo w kwestiach finansowych. Zostałem zaproszony na trening drużyny DART Killester, w międzyczasie znalazłem łatwą i przyjemną pracę. Zacząłem trenować z DART-em, który okazał się być fajną drużyną, do której akurat przyjechało dwóch Amerykanów, a jeden z nich został następnie wybrany MVP ligi.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na wyjazd do Irlandii?

Był tu już mój kolega, który zapytał mnie czy nie chciałbym trochę zarobić. W Polsce kontrakty koszykarskie kończą się pod koniec maja, a następne 2-3 miesiące są "gołe", bo kolejny kontrakt podpisuje się w sierpniu. Stwierdziłem, że przez te 2-3 miesiące mógłbym coś zarobić w Irlandii, i tak wyszło...

Traktujesz Irlandię jako ukoronowanie kariery czy przystanek?

Cały czas myślę, żeby się wybić stąd gdzieś wyżej. Już w zeszłym roku pojawiły się pewne propozycje zagrania gdzie indziej, ale mam tu dziewczynę, a ona na razie nie chce się stąd nigdzie wybierać. W maju mam jechać na profesjonalny koszykarski camp do Niemiec. Myślę, że Irlandia to taki przystanek. Chociaż, jak tutaj przyjeżdżałem, nie spodziewałem się, że zdobędę mistrzostwo, potem puchar, więc nie jest źle.

Jesteś jednym z najważniejszych graczy w swojej drużynie, ale liderami są wspomniani Amerykanie. Jak to się stało, że to właśnie zdjęcie, na którym Ty trzymasz puchar, znalazło się w większości mediów, a do dzisiaj wyświetla się po wejściu na stronę internetową drużyny?

Chłopaki stali za banerem reklamowym, a ja już nie mogłem się tam zmieścić. Puchar stał przed banerem, więc stwierdziłem, że go wezmę i przykucnę. Nie wiedziałem, że akurat wszyscy będą robić zdjęcia mnie, a nie całej drużynie...

Co osobiście uznajesz za swoje największe koszykarskie osiągnięcie na Wyspie - Puchar, mistrzostwo, czy udział w meczu gwiazd?

Chyba Puchar Irlandii. To są najbardziej prestiżowe rozgrywki. Półfinały i finał są transmitowane przez irlandzką telewizję. Liga jednak nie jest tak medialnie nagłośniona.

A na co dzień - jak wygląda zainteresowanie koszykówką wśród Irlandczyków?

Nie jest to za bardzo popularny sport. Gaelic i hurling są najważniejszymi dyscyplinami, ale jest grono ludzi, którzy się tym interesują. Jest też długa tradycja koszykówki w Irlandii. Kłopotem jest to, że jest niewiele hal z prawdziwego zdarzenia, takich jakie są na przykład w Polsce. Jest National Basketball Arena, ale my gramy w sali na 200-300 osób. Lepiej jest w mniejszych miastach: w Killarney, w Tralee, gdzie na koszykówkę przychodzą tłumy ludzi. Świetną tradycję koszykówki ma Cork, gdzie są dwa kluby, a na derby przychodzi 2,5 tysiąca osób. Jest też olbrzymia hala w Limerick z wielkim telebimem pod kopułom. Jest kilka tych hal, ale brakuje ich w Dublinie.

Ciekawi mnie kwestia wzrostu koszykarzy w Irlandii. Wiadomo, że w NBA center ma zazwyczaj co najmniej 2,13 m.. W Europie środkowi są już trochę niżsi. A jak w lidze irlandzkiej?

W Polsce center powinien mieć 205-210 cm, tutaj środkowi mierzą zazwyczaj około 202 centymetrów. Ja jestem jednym z wyższych zawodników...

Czyżbyś miał szansę zostać centrem?

Ze względu na swoją wagę jednak zostanę na skrzydle...

Widzisz duże różnice organizacyjne i sportowe między ligą polską i irlandzką?

Organizacyjnie mamy wszystko. W zeszłym roku na mecze do Cork lataliśmy samolotem. Kibice w Polsce uznaliby to za ekstrawagancję. Mamy całą bazę treningową, medyczną. Sportowo niewiele odbiegamy od Polski. Główna różnica polega na tym, że w Polsce jest większe zainteresowanie koszykówką, zarówno ze strony mediów, jak i kibiców.

Z drugiej strony nie jest już ono tak duże jak w latach 90-tych, kiedy TVP emitowała mecze NBA i co drugi chłopak w wieku 10-15 lat chciał być drugim Jordanem...

Faktycznie tak jest. Kiedyś koszykówka była na drugim miejscu, zaraz za piłką nożną. Teraz jest w granicach 4-5. miejsca. Ale dalej jest zainteresowanie kibiców i sponsorów. Zdarza się tak, że w niektórych miastach oprócz koszykówki nie ma żadnego innego sportu, na który można by pójść z rodziną i zobaczyć coś na sali. W tych miastach koszykówka będzie zawsze sportem numer jeden.

Ty swoją przygodę z basketem zacząłeś w Katowicach, gdzie w środowisku koszykarskiej młodzieży byłeś postacią niemal kultową. Kiedy zacząłeś grać i skąd wziął się Twój pseudonim - "Boston"?

Zacząłem grać w siódmej klasie szkoły podstawowej w nieistniejącym już klubie Spodek Katowice. Wiele osób, które tam grały chodziło do IV L.O.. Ja również tam poszedłem i grałem dla szkoły w mistrzostwach Katowic. To były takie początki w Katowicach. A Boston? To taka śmieszna historia... Mój wujek był kiedyś w Stanach i przywiózł mi koszulkę Larry'ego Birda z Boston Celtics - numer 33, zielona. Chyba mam ją jeszcze w domu... Mam nadzieję, że mama jej nie wyrzuciła... W tej koszulce jako 15-16 latek trenowałem i taką otrzymałem ksywę.

Jakie jest Twoje koszykarskie marzenie?

Zagrać jeszcze w polskiej ekstraklasie. Nie siedzieć na ławce, ale grać, choćby po 5-10 minut w meczu. A na pewno wrócić do Polski i zagrać w I-II lidze...

Michał Goj

ur. 1 marca 1981 r. wzrost: 199 cm.

Przebieg kariery:

1999-2000 Bobry Bytom
2000-2001 Unia Tarnów
2002-2005 Mickiewicz Katowice
2005-2006 MMKS Dąbrowa Górnicza
2006-        DART Killester Dublin




Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
luk.tom
Czas publikacji:
niedziela, 12 lipca 2009 02:46

Polecane wpisy

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny