Wpis

sobota, 11 lipca 2009

Piekło w remoncie

Rozmowa z Wojciechem Kuczokiem. Mój pierwszy wywiad z autorem "Gnoju" przeprowadzony tuż po wydaniu jego najgłośniejszej powieści, czyli w czasach, gdy był jeszcze zupełnie nieznanym pisarzem. Laureat nagrody "Nike" opowiada tu o biograficznych motywach w jego powieści i o pracy nad filmem "Pręgi".
  • Wiesz o czym mówi intelektualna część Chorzowa?
  • Nigdy nie wiedziałem, o czym mówi intelektualna cześć Chorzowa, nawet nie wiem, gdzie jej szukać. Wiem mniej więcej, co się mówi o "Gnoju" w Warszawie, w Krakowie, z Chorzowa docierają do mnie tylko pojedyncze grymasy urzędasów.
  • Mówi się o przypadkowej zbieżności postaci i miejsc opisanych w "Gnoju" z tymi, które wiele osób zna z Chorzowa...
  • Zawsze każdy coś swojego rozpoznaje, jeśli książka jest dla niego istotna. Ale jak już się miasto jako organizm rozpoznaje to jest coś więcej...
  • To jak to jest z tą zbieżnością? Podtytuł "antybiografia" nie jest bez znaczenia...
  • Jak bym chciał zrobić książkę o Chorzowie to by się tam nazwa miasta pojawiła. Mógłbym dowalić swojej mieścinie rodzinnej wprost, jak Bernhard Salzburgowi w autobiografiach. A ja chciałem, żeby to było nieoczywiste topograficznie. Choć jest przecież jakiś powtarzający się typ miasta. Taki prowincjonalno - wielkomiejski klincz, który jest do pomyślenia tylko na Śląsku, gdzie wszystkie te małe miasteczka są do siebie przyklejone i jednak ma się to wrażenie, że żyje się w wielkiej aglomeracji, a jednocześnie każdy ma poczucie, że się jest na aucie, że życie jest gdzie indziej.
  • A z postaciami jak wygląda? Ojciec bohatera, podobnie jak twój, jest malarzem.
  • No niezupełnie... On tam jest magistrem sztuk najpiękniejszych i właściwie nie wiadomo o jego fachu nic konkretnego. Skończył ASP, ale akademie sztuk pięknych produkują dziesiątki absolwentów rocznie, a Wojciech Kuczokprzecież niewielu z nich tak naprawdę pracuje "w zawodzie". Dzisiaj próbują się odnaleźć gdzieś tam w agencjach reklamowych; a stary K. się akurat odnajduje - w specyficznych czasach, jakie tam zostały opisane - w swoim warsztaciku, gdzie coś próbuje robić dla kościoła. No, na pewno gdzieś są to postacie i miejsca wyprowadzone z tych, które tu były. Jeśli chodzi o historię tej rodziny z pierwszej części to była wyobrażona i wymyślona, bo moja rodzina jest raczej bez historii. Ja bym nie mógł tak jak pani Olczak - Ronikier odtworzyć swojego drzewa genealogicznego, bo to by do nikąd nie prowadziło prawdopodobnie. Chociaż... Chociaż ostatnio odkryłem trop - coś o czym wiedziałem od dawna, a jakby nie skojarzyłem, że moja babka od strony matki miała panieńskie nazwisko Skrzyposzek. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że Christian Skrzyposzek pochodził z Chorzowa. Dopiero teraz dla mnie to ma sens, żeby tam gdzieś grzebać i sprawdzać. Wcześniej o tym nie myślałem nawet. Rzeczywiście jest tak, że ze wszystkich postaci, które w tej książce występują to najbliżej swojego prototypu, bo tak bym to określił, nawet nie jakiś pierwowzór, tylko prototyp, to jest stary K.. To jest człowiek, do którego ja mam stosunek dość niechętny. Nie lubię go, no. Nie lubię swojego ojca. To jest moim zdaniem postać  tragikomiczna, i starałem się ten tragikomizm przełożyć na potrzeby literackie. On jest na co dzień nieciekawy w swojej tragikomiczności, dlatego w książce wymyśliłem demona, żeby go uczynić przynajmniej strasznym. A  cała reszta... Jest tam na Częstochowskiej taka aura filisterskiego domku. W zasadzie sam się wychowywałem na zasadzie negacji. Całe moje wychowanie polegało na tym, że wszystko robiłem na przekór temu drobnomieszczańskiemu smrodkowi. Jeśli tam słuchało się muzyki wysokiej - to ja słuchałem jak najniższej. Po latach doszło do tego, że zacząłem słuchać hałaśliwej muzyki współczesnej, a nienawidzę do dziś klasyki, opery, tego usztucznionego wytworu. I jeżeli tam się  z kościółkiem było za pan brat, to ja oczywiście z kościółkiem jestem na bakier. I tak dalej...
  • "Gnój" składa się z trzech części. Przyszła mi do głowy taka myśl, że jeśli porównać by to do "Boskiej komedii" to najbliżej piekłu wbrew pozorom nie jest "Wtedy", gdy bohater jest poniżany i bity przez ojca, ale "Potem"...
  • No tak. Trochę można byłoby tak to czytać. Bardzo jest to ciekawe. Sam bym o tym nie pomyślał, ale to właśnie od krytyków i czytelników uważnych dowiadujemy się co napisaliśmy. Nie powiedziałbym, żeby to pierwsze było niebem. Może to jest tak, że "Przedtem" to jest czyściec, "Wtedy" to jest piekło zdecydowanie, a "Potem" to... to już jest opustoszałe piekło. Piekło, które zbankrutowało, które skończyło działalność. Już tam sprzątają. Zostaje pustka sama. Dramat zupełny. Piekło w remoncie. Wszystko już dogorywa. Ale też rzeczywiście, jeśli chodzi o gradację beznadziei - to by się zgadzało - niebo, czyściec, z całą pewnością ta ostatnia część jest już zupełnie beznadziejna. Tam już nie ma walki bohatera, on już się nie szarpie, to tylko jest jego obraz pośmiertny.
  • Jest taki dramatyczny fragment, kiedy bohater wyjeżdża do sanatorium i po kilku dniach pobytu chce wracać do domu, w którym czeka na niego z pejczem psychopatyczny ojciec. Skąd bierze się jego chęć powrotu?
  • Bo jest dzieckiem, które nie miało innego domu i pierwszy raz w życiu zaznało czegoś takiego jak tęsknota. Niezależnie od tego co za gnój tam zostawił, to on po kilku czy kilkunastu dniach ma dość pobytu w tej dżungli sanatoryjnej. On jest specyficznie odchowany, jako jedynak, więc nie bardzo miał okazję poddać się socjalizacji i nagle tam zostaje skonfrontowany z grupą, z takim żywiołem, jakim jest grupa dzieciaków jednoczących się na tle swojej choroby, której on nie ma. Chce zwiać - no i dokąd ma uciec? Tylko do domu. Nawet pejcz, który na co dzień jest jakimś narzędziem zbrodni jest integralnym elementem tego domu, do którego się tęskni. A im dalej od tego domu, im dłużej go nie ma, to w pamięci pozostają tylko te dobre rzeczy. Dlatego on tęskni.
  • Połączyłeś w "Gnoju" dwa style - poważny i groteskowy. Groteska posłużyła ci w tym przypadku tylko temu by nie przytłoczyć czytelnika?
  • Poważnie tam jest chyba tylko w pierwszej części, tak naprawdę...
  • Początek drugiej raczej nie jest zbyt groteskowy...
  • To jest też taka forma dojrzewania bohatera. Jedyna obrona, jaką znalazł przed tym bagnem, to było wziąć je w cudzysłów. Pojąć, że żyje w domu wariatów i że jedynym językiem, żeby móc go opisać jest język groteskowy. W ten sposób on z tego wyrasta. Ten język na początku rzeczywiście jest bardzo poważny, bo dotyczy tego co on zapamiętał, czego się dowiedział za pośrednictwem dorosłych. Potem zaczyna się od najbardziej dramatycznych przeżyć, których doznawał we wczesnym dzieciństwie - wtedy to była figura demonicznego ojca, który ma demoniczną władzę, dzieciak nie potrafi sobie z tym poradzić. Ale on tam dorasta. Im jest dojrzalszy, tym bardziej widzi, że ma do czynienia z idiotą, a nie z potworem.
  • Czy uświadomienie sobie, że żyje się w domu wariatów może być początkiem wyjścia z tego wszystkiego?
  • Tak, to jest jedyne wyjście.
  • Na czym ono polega?
  • Wyjściem jest wyjście na ulicę. Byle nie zostawać w domu. To jest ratunek - umiejętność wyodrębnienia się z tego domu wariatów. "Ja jestem inny, ja do tego nie należę, to nie jest mój gnój, ja się w nim trochę ubrudziłem, ale jestem w stanie się z tego oczyścić".
  • Opowiadanie "Dioboł", które było pierwowzorem "Gnoju" kończy się samobójstwem bohatera. Może jednak nie ma ucieczki?
  • Tu też w pewnym sensie jest samobójstwo. Jest to samobójstwo takie metaforyczne - nie trzeba go nawet popełniać, bo człowiek sobie uświadamia, że nie istnieje tak naprawdę.
  • A nie jest tak, że przez całe życie ucieka się przed samym sobą?
  • Dokładnie tak. Jeżeli się przez te pierwsze kilkanaście lat swojego życia, jak w przypadku tego bohatera, każdego dnia myślało o ucieczce to potem to zostaje. Nawet kiedy wchodzisz w jakiś układ, który ci odpowiada to już masz to głęboko w sobie: trzeba uciekać. Nie można na dłużej w tym układzie wytrwać. Druga część scenariusza "Pręg", które na motywach "Gnoju" napisałem, jest właśnie o tym co się dzieje w dorosłym życiu takiego człowieka. Jak nie potrafi sobie zorganizować życia, nawet wtedy gdy anioł stróż mu podaje na tacy idealną okazję: kochającą kobietę, która jest gotowa na wszystko. Być może na podstawie tego napiszę jakąś kolejną książkę.
  • No właśnie. Na motywach "Gnoju" napisałeś scenariusz do filmu "Pręgi", który ma być wyświetlany w przyszłym roku w kinach. Mógłbyś powiedzieć coś więcej o tym filmie?
  • Film nie bez powodu nie nazywa się "Gnój", ponieważ nie ma wspólnego z "Gnojem" nic poza układem ojciec - syn i całą szarpaniną między nimi. Bardziej skupia się na dorosłości. Jest wyraźnie podzielony na dwie części. Pierwsza to jest dzieciństwo, które jest raczej z "Diobła" wyjęte niż z "Gnoju", bo nie ma rodziny, nie ma matki, ciotki i wujka, tylko jest sam ojciec i syn. Są skazani na siebie. I jest szkoła. Jest bardzo dużo moich doświadczeń z podstawówki i liceum - cała ta banda bęcwałów, która mnie męczyła w szkołach jest tam uwieczniona. A potem mamy już dorosłego bohatera, który sobie zorganizował życie na zasadzie ucieczki. Izoluje się od świata. Poznaje jednak kobietę, która próbuje go przeciągnąć na stronę życia. To jest film o ojcostwie. O jego różnych formach. O byciu dzieckiem złego ojca. Potem o próbach ucieczki od powielenia tego - czyli od ojcostwa - i o tym jak się człowiek mierzy z tym, że jednak musi podjąć tę rolę.
  • W twojej twórczości często pojawia się gwara śląska i góralska. Opisywanymi miejscami  zazwyczaj jest Śląsk i Podhale. Zamierzasz pominąć Kraków, w którym aktualnie mieszkasz?
  • Myślę, że to nie ma sensu. Tu wciąż przyjeżdżają jacyś misiowie z Ameryki czy z Paryża i przypominają, że tak naprawdę to ich miasto, w dodatku na nich nie zasługujące. To już nie sztuka pisać książkę o Krakowie. Niech piszą Zagajewscy. Niech zagajają.
  • Mówiłeś, że najbardziej ci odpowiada narracja drugoosobowa, co widać świetnie choćby w "Chłopowiadaniu". Literatura jako wyrzut sumienia?
  • Bardzo ładnie ci się to skojarzyło. Sam bym tego nie wymyślił (śmiech). Tak to właśnie bardzo często bywa z literaturą.

(rozmowa opublikowana w „Kulturze” – grudzień 2003/styczeń 2004)

 

 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
luk.tom
Czas publikacji:
sobota, 11 lipca 2009 00:23

Polecane wpisy

Kalendarz

Styczeń 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny